niedziela, 19 kwietnia 2015

O pszczołach

Od jakiegoś czasu mówi się o potrzebie obecności pszczół w naszym życiu, ale czy sami się nad tym zastanawialiście? Czy doniesienia o ich wymieraniu traktujemy, jak kolejną wiadomość, która i tak nic nie zmieni w naszym życiu?

Żyć chwilą i nosić się z typową dla gatunku ludzkiego nonszalancją, w której wyglądamy nie tylko żałośnie, ale i wypadamy blado na tle innych gatunków? A może jednak starać się żyć tak, by nikomu i niczemu nie przeszkadzać, nie zmieniać i nie formować wedle własnych widzimisię ? Może troszcząc się o przyszłość - troszczymy się też o siebie w tym momencie, w którym jesteśmy? Zamiast brać kredyt, by otaczać się kolejnymi dobrami materialnymi - weźmy kredyt zaufania i zaufajmy sobie i Naturze!

Ale tu chodzi o coś, co dla większości jest bardzo trudne - o STOP, o zatrzymanie się...Ale jak tego dokonać, skoro ta machina pędzi jak szalona? Jak?, skoro wszystko zostało wprawione w ruch i większość już zapomniała, którym guzikiem można to zatrzymać? Troska o wodę, o pszczoły i inne wymierające gatunki roślin i zwierząt (które powoli znikają nie w wyniku określonego porządku, ale w wyniku gospodarki jaką prowadzi człowiek) zaczyna się od mądrych jednostkowych postaw, od małego kroku, od zatrzymania...

U mnie najpierw był film "Sekretne życie pszczół" - piękny i mądry film, w którym pszczoły były tłem do trudnego tematu jakim jest rasizm,a teraz był "Więcej niż miód" - film o fascynującym świecie pszczół. To zaskakujące, jak wiele podejść można mieć do tej kwestii. Pszczoła wzbudza wiele emocji! Polecam Wam gorąco - obejrzyjcie, a spojrzycie inaczej na pszczoły, w pożyteczność których z pewnością nikt z Was nie wątpi!!!

więcej niż miód


wtorek, 7 kwietnia 2015

Wiosna leśnych ludzi

W głowie rośnie mi las...

Słyszę, jak spod grubej warstwy ziemi zaczynają wydostawać się maleńkie zielone główki. Zielenią niedojrzałą, ale tak silną, że nie zginą pomimo zima i śniegu. Jeszcze są nieśmiałe, ale już wiadomo, że wkrótce nas onieśmielą.
Mam wrażenie, że unoszę się lekko nad ziemią i tylko dotyk delikatnych igiełek sprowadza mnie na grunt. Przytulam głowę do skóry drzew, wącham je, badam dłonią ich fakturę...

W głowie szumi mi las...
Wiatr lekko wkrada się we włosy i plącze je w dzikim tańcu. Pozawalam mu rozbijać się o moją twarz. I poddaję się temu rytmowi. Biegnę, skaczę, idę, stoję, a las cierpliwie czeka z szeroko rozłożonymi ramionami tysiąca drzew.

Jestem leśna i należę do wiosny - mimo, że kocham i lato, i jesień. Należę do wiosny, bo urodziłam się w kwietniu, miesiącu, kiedy życie się odradza, kiedy nadzieja w końcu zabarwia się na intensywną zieleń.

Nie mogłam sobie wymarzyć lepszego "prezentu" na urodziny jak pójście do lasu! Ale odkryłam też na nowo przepiękne miejsce - park, w którym serce zabiło mocnej, a dusza podskoczyła z radości! Tam wiosna już się rozgościła.
A było tak ....


 







czwartek, 2 kwietnia 2015

Manifest



Pamiętam przedpołudnia z dzieciństwa. W starym domu babci, która krzątała się po kuchni zajęta przygotowywaniem obiadu, a ja pozostawiona sama sobie - siedziałam w pokoju dziennym (choć wszyscy ten pokój nazywaliśmy kuchnią – po prostu). Zawsze cichutko szemrało radio ustawione na program pierwszy. Muzyka klasyczna w wykonaniu orkiestry symfonicznej rozlewała się po skromnym pokoju, którego żółte ściany pokryte były fantazyjnymi wzorami wałka.

Panował wtedy chłód, panowała przedwiosna, wczesnojesień – nieważne jaka pora roku akurat była. Niebo zawsze wtedy szarzało, ciężkie chmury pędziły lub wisiały nisko nad ziemią, ich ciężkie i nabrzmiałe puchate ciało tylko czekało by wylać z siebie zgromadzony nadmiar deszczu. A ja tkwiłam w dziwnym poczuciu nienazwanych emocji i starałam się je nazwać.  Tę niezrozumiałą dla dziecka burzę emocji wywoływała u mnie ta wielka muzyk, której nie rozumiałam, albo rozumiałam na swój sposób. Hmm… ten czas to był czas albo choroby, albo deszczowej pogody, bo w przeciwnym razie moje życie toczyłoby się poza murami starego domu (rozkruszane i sklejane na powrót promieniami słonecznymi). 

Taka pogoda wywołuje we mnie wspomnienia - niczym zapomniane duchy, budzi tęsknoty… Wiem, że ten deszcz jest potrzebny, ale protestuję przeciwko takiemu przeszywającemu zimnu i śniegu! Chcę być hipnotyzowana tą nieśmiałą wiosną w pąkach na jabłoniach i czereśniach, na bzach! Chcę cieszyć się po stokroć stokrotkami, które wychylają maleńkie główki z zetlałych traw czyniąc życie radośniejszym. Chcę słońca, które będzie się bezwstydnie wkradać w zakamarki domu. I śpiewu ptaków, które uskrzydlą!