środa, 25 lutego 2015

Matragona Orkiestra Jednej Góry

Po wspaniałym czasie twórczego uniesienia dopadła mnie słabość - na szczęście chwilowa. Dotyczyła gliny. Materiału niezwykle wymagającego - jak dziecko, które potrzebuje naszej 100%-wej uwagi, zaangażowania. Nie ma udawania, nie ma nic na pól gwizdka - wszystko jest naprawdę :) I dobrze, bo tylko dzięki temu, jesteśmy w stanie się czegoś nauczyć.
Moje skrzydła lekko opadły, ale zostały odrobinę uniesione pięknym wypałem. Pięknym w moim subiektywnym odczuciu!
Po tym jak piec okazał się wielkoduszny, czekała na mnie uczta dla ducha! Koncert Matragony w piątkowy wieczór i wystawa przepięknych zdjęć pana Jurka Rybaka. Doskonałe towarzystwo! Muzyka idealnie oddała klimat zdjęć, obudziły tęsknoty do podróży z plecakiem w nieznane. Wydaje mi się, że jeszcze wczoraj tak podróżowałam odkrywając "zwykłe" miejsca na wschodzie Polski, zachwycając się tym, co już niemal przeminęło. Ahhh aż poczułam ten zapach... 
Tak, wszystkie tęsknoty do dojrzałego lata, by upijać się zapachem wilgoci późnego wieczoru, który jest jak zbawienny okład po upalnym dniu, odżyły w jednej chwili.
Ten piątkowy wieczór był jak medytacja, nastroił rozstrojoną równowagę. Pięknie było. Niestety w sieci nie znalazłam utworów, które mogłoby i Wam dać to co mi, ale podrzucam Wam krótki film, w którym każdy znajdzie coś dla siebie. Matragona - Orkiestra jednej Góry. Polecam!!!!


sobota, 14 lutego 2015

Odnawialne źródła energii ;)

Trochę przewrotnie o odnawialnych źródłach energii... Bo przecież każdy z nas musi takie w sobie mieć, by wtedy kiedy źle, kiedy nie po naszej myśli - nie dać się zwariować! Co u Was pełni taką rolę? Co daje Wam siłę i energię? Jak się doładowujecie | regenerujecie? 


U mnie sprawa wygląda tak, że kiedy zaczyna świecić lampka, że poziom energii drastycznie spada i jadę na tzw. oparach - zmieniam coś, zamiast wyszywania biorę się za tkanie, albo za glinę. Z pomocą przybywają też jak trzej Muszkieterowie: dobra lektura, las i spacer.Kiedy się nic nie chce - lepiej się nie zmuszać, dać sobie czas, odetchnąć, może zatracić się w czymś, co zawsze odkładamy na potem choćby to było najbardziej prozaiczną sprawą jak przygotowanie obiadu.

Ten tydzień był bardzo aktywny - zatraciłam się w glinie, wyszywałam, tkałam. Nie straciłam energii twórczej, wręcz przeciwnie mam jej tyle, że mogłabym Was nią obdarować. Być może ma na to wpływ słońce, które od wczoraj nam towarzyszy i daje poczucie, że wiosna nawet jeśli dopiero się pakuje, to jednak już jest nieopodal. Może to ta różnorodność, której daję się prowadzić, a może mam dobry czas? Nie chcę się zastanawiać, chcę pozostać w tym pozytywnym stanie jeszcze jakiś czas :)

P.S. Dziś walentynki ... nie obchodzę, a Wy?  Zastanawiam się, dlaczego  właśnie to święto ma taką siłę przebicia, a nie na przykład Noc Kupały, albo Katarzynki, które są naszym dziedzictwem, naszą rodzimą możliwością świętowania dnia zakochanych. Święta z dawnej kultury ludowej potrzebują dobrego marketingu, sztabu PR-owców i szumu medialnego? W związku z tym, że był to dobry tydzień, i w związku z tym, że zakochanym fajnie jest być codziennie i codziennie można ten stan świętować ptaszek trochę ludowy ze skrzydlatym sercem  ...


piątek, 6 lutego 2015

Zlot czarownic ...

Ostatnio mam to szczęście uczestniczyć w spotkaniach z gliną w gronie niezwykłych kobiet. Każda z nas jest inna, każda ma inny temperament, każda inne małe światy, które na czas tych naszych zlotów łączą się jak elementy większej układanki. Spoiwem, który łączy nas na pewno jest glina, ale sądzę, że jest jeszcze kilka innych elementów, o których za chwilę.

Najpierw glina, która nas pochłonęła i z pełną pasją dajemy się jej prowadzić, nie tylko na spotkaniach, ale i w zaciszu domowym. Projektujemy, obmyślamy, komponujemy, lepimy, szkliwimy, a potem niecierpliwimy się, jak dzieci aż piec odsapnie i wyda z siebie ostatni gorący powiew, by móc go otworzyć, uchylić tajemnicę. I wtedy reakcje są różne: zachwyt miesza się z rozczarowaniem, słodki smak z gorzkim. Czasem też tracimy motywację, uważamy, że są mistrzowie, z którymi ciężko się mierzyć. I wtedy działamy, jak grupa wsparcia: przekonujemy, że warto w tym żywiole odnaleźć siebie, nie porównywać się a czerpać inspirację, motywację i siłę, że potrzeba wielu dni ciężkiej pracy, by efekt był zachwycający, by sprostać swoim wymaganiom i oczekiwaniom, by po prostu dobrze się poczuć w tym materiale i odnaleźć w nim siebie. Nie musimy być geniuszami - chodzi o odnalezienie swojego pierwiastka.

Bardzo lubię te spotkania, lubię to, że czas wtedy płynie inaczej, że można się zatracić totalnie w glinie i że w tym gronie nikt z nikim nie rywalizuje!