piątek, 6 lutego 2015

Zlot czarownic ...

Ostatnio mam to szczęście uczestniczyć w spotkaniach z gliną w gronie niezwykłych kobiet. Każda z nas jest inna, każda ma inny temperament, każda inne małe światy, które na czas tych naszych zlotów łączą się jak elementy większej układanki. Spoiwem, który łączy nas na pewno jest glina, ale sądzę, że jest jeszcze kilka innych elementów, o których za chwilę.

Najpierw glina, która nas pochłonęła i z pełną pasją dajemy się jej prowadzić, nie tylko na spotkaniach, ale i w zaciszu domowym. Projektujemy, obmyślamy, komponujemy, lepimy, szkliwimy, a potem niecierpliwimy się, jak dzieci aż piec odsapnie i wyda z siebie ostatni gorący powiew, by móc go otworzyć, uchylić tajemnicę. I wtedy reakcje są różne: zachwyt miesza się z rozczarowaniem, słodki smak z gorzkim. Czasem też tracimy motywację, uważamy, że są mistrzowie, z którymi ciężko się mierzyć. I wtedy działamy, jak grupa wsparcia: przekonujemy, że warto w tym żywiole odnaleźć siebie, nie porównywać się a czerpać inspirację, motywację i siłę, że potrzeba wielu dni ciężkiej pracy, by efekt był zachwycający, by sprostać swoim wymaganiom i oczekiwaniom, by po prostu dobrze się poczuć w tym materiale i odnaleźć w nim siebie. Nie musimy być geniuszami - chodzi o odnalezienie swojego pierwiastka.

Bardzo lubię te spotkania, lubię to, że czas wtedy płynie inaczej, że można się zatracić totalnie w glinie i że w tym gronie nikt z nikim nie rywalizuje!

10 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. dziękuję - to moje początki, czasem bardzo koślawe, czasem nieudane, ale cieszą!, motywują i wciągają jak wir! :)

      Usuń
  2. Na te początki po jakimś czasie patrzy się z rozrzewnieniem :-)
    Ale niektórych nie chce się pamiętać, hehehe, przynajmniej ja tak miałam :-D
    Piękne wszystkie, a ten pierwszyvwisior - rewelka!
    Pozdrawiam
    Ewa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolejne początki, Ewo. Bo przygoda z gliną zaczęła się parę lat temu,ale w wyniku różnych zawirowań - rozstałyśmy się i teraz wróciłyśmy do siebie ;) Te początki są inne, jakby bardziej świadome, choć poszukuję wciąż siebie, i tego jak to, co we mnie siedzi wyrazić.
      A te nieudane początki...hmmm bywają różne, śmieszne i nieco wstydliwe też ;)

      pozdrawiam Cię ciepło!

      Usuń
  3. Kornelio, wiedziałam, że jakiś dobry Duch siedziała przy mnie w tym tygodniu, czego oznaką jest TEN post, napisany dla mnie bardziej niż kiedykolwiek!!! Tydzień porażek, upadków, chęci rzucania gliny i gliną i rzucania przekleństw, jakich chodnik nie słyszał! Kornelio, to był trudny ale i twórczy weekend- niezwykły, choć byłby lżejszy pewnie w towarzystwie, ALE... po tym, co mój piec narobił w tym tygodniu, długo nie zdecyduję się kogokolwiek narażać na efekty jego wypałów...
    ps. druga tak bardzo misiurowaaa <#

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agnieszko, nie rzucaj - nie rzucisz! Jesteś w glinie upaprana po uszy! Misiurowe uszy!
      To, co chciałam Ci powiedzieć - napisałam pod Twoim postem a tu tylko skomentuję broszaka w misiurowym stylu - bo ma on misiurowe zadatki ;) ale najwyraźniej siedzi w nas coś podobnego ;)

      <3

      Usuń
    2. <3 <3 dziękuję, Kornelio!

      Usuń
  4. Pięknie napisałaś, a z ceramiki wybieram listek, uroczy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Cieszę się, że listek przypadł do gustu, choć powiem, że miał wyglądać inaczej, ale najwyraźniej szkliwo się zbuntowało! Mimo wszystko podoba mi się - też!

      Usuń