piątek, 4 września 2015

Z jednej gliny



Czy zastanawiałyście się kiedyś nad tym, jak wyglądałaby Wasza wersja Pramatki? Jednej wspólnej wszystkim. Pramatka będąca łącznikiem między światem Natury a nami, albo raczej będąca pępowiną, która wciąż nas trzyma w łonie Natury...

Kilkakrotnie już próbowałam oddać jej obraz i zawsze wygląda inaczej, nie ma twarzy, ba! nie ma nawet głowy, ponieważ ma naszą twarz: moją, Twoją, jej... 

Moja Pramatka jest płodna: marzenia, plany, pasje, wrażliwość i empatia, dobro, którym obdarowuje każdego. I nie wyobrażam sobie by mogła powstać z innego materiału niż glina - ziemia - pierwiastek, który tkwi w każdej z nas, w każdym z nas. Nieważne ile mamy lat, czy mamy dzieci, czy jesteśmy żonami, partnerkami... Wszystkie jesteśmy z tej samej gliny, w naszych żyłach pulsuje krew, mamy marzenia, pasje, radości, czasem się boimy, martwimy, złościmy... 




 Piękne byłyby warsztaty, podczas których każda z kobiet mogłaby stworzyć swoją wersję Pramatki, prawda? Mam takie w planach :)

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Klucz

Powoli staje się, dopełnia czas. Sierpień to dla mnie zawsze czas refleksji, która przychodzi sama, niewymuszona, po prostu zjawia się, wyłania z pożółkłych traw, z których słońce już spiło zielony życiodajny sok. Zawsze wtedy chciałabym to lato zatrzymać w takiej postaci w jakiej jest. 

Sierpień czas zbiorów, żniw, czas napełniania spiżarni, powolne przygotowywanie się do zimy. Dla mnie to moment podobny do końca roku, kiedy chcąc nie chcąc robi się podsumowania, bierze się pod kreskę zrealizowane plany, marzenia, zaskakujące zarządzenia losu i kiedy puszczamy wodze w projektowaniu nowych - na nadchodzące nowe. Ja jeszcze plonów nie zbieram, jestem na etapie siewu: selekcjonuję ziarno, sprawdzam rodzaj ziemi i dopiero za jakiś czas sprawdzę, czy to będą owocne żniwa...


W sierpniu koło się domyka. Zasypiam i budzę się przy otwartym oknie, przez które wpadają dźwięki lata - cisza, jaka gra tylko w Bieszczadach,  nieustanny koncert świerszczy i odgłosy lasu, znajdującego się na wyciągnięcie ręki. Zatrzymuję te chwile na gorsze dni, kiedy krajobraz zatopi się w śniegu, a nagie drzewa będą drżeć na mrozie, smagane wiatrem. I cieszę chwilą, która jest, która trwa. 


Odprowadzam słońce po całodziennej wędrówce, pozwalam mu powoli gasnąć i pływam w złotym, miodowo-bursztynowym świetle. Niektóre ptaki już się pożegnały z Polską, inne dopiero wystartują tworząc klucz, którym domkną ten czas.

Jutro wrzesień czekający na uważnych  z koszem dobrodziejstw. Nadstawiam więc ucho, otwieram szeroko oczy, by chłonąć to, co przyniesie. Powoli  też zwalniam, wrzucam na luz, by w końcu nabrać powietrza w płuca, by zacząć oddychać bez zadyszki....



sobota, 1 sierpnia 2015

Wędrująca Akademia Wyobraźni

Wędrująca Akademia Wyobraźni rozpoczęła swoją wędrówkę. Do naszej kolorowej karawany dołączają nowi odkrywcy poznają, uczą się, ale przede wszystkim dobrze się bawią, bo o to chodzi po pierwsze! 

 

Ale dlaczego akademia jest wędrująca? Ano dlatego, że nie ma stałego miejsca, jest nomadą, która wędruje od oazy do oazy, szukając ochotników, chcących się przyłączyć i puścić wodze wyobraźni. Wędrująca, ponieważ spotykamy się w jednym miejscu z innymi wędrującymi.
Marzyłam o takim ruchu już od dawna, aż w tym roku w końcu 'koła' poszły w ruch!
Na zajęciach WAW tkamy niczym Łemkinie albo Indianki, wkradamy się w świat magii zaklętej w maskach, malujemy kamienie jak Aborygeni z Australii, uczymy się jak twórczo wykorzystać 'śmieci', a także odkrywamy na nowo naszą polską sztukę ludową, pozwalając jej żyć nowym życiem.
Parę razy udało się zrobić łapacze snów, które mają pomóc dobrze śnić za pomocą rzecznych patyków, kolorowych paciorków i wielu innych skarbów.
To dopiero początek... bardzo obiecujący!









Jak jest na warsztatach? Różnie, bo spotykają się różne energie różnych dzieci, odmienne charaktery i temperamenty. Czasem zaczynamy z nieśmiałym uśmiechem, a kończymy z promiennym uśmiechem i błyskiem w oku. Z nową falą pomysłów i wulkanem energii, wyzwolonej godziną lub dwoma wspólnie dzielonego czasu. Wymieniamy się szczerością i wszyscy mam nadzieję na tym zyskujemy.

środa, 15 lipca 2015

Plamy z sensem

Mama Jaśka i Magdy powiedziała, że Janek jest techniczny, ale lubi też działać w kuchni, za to Magda lubi się wyżyć artystycznie. Mama po części miała rację, bo jak się okazało w Janku nieśmiało odzywa się artystyczny duch. Na warsztatach była mała wiertarka, były piórka farby i patyki wynurzone w rzeki. Było też ciasto, które wspólnie formowaliśmy w paluchy wiedźmy i niczym lotem na miotle przenieśliśmy się na afrykańską sawannę, gdzie baśń obudziła wyobraźnię i pozwoliła stworzyć jedyne w swoim rodzaju maski. Jaśkowi kształt maski skojarzył się z liściem i liściem pozostała, nie mogło być inaczej. Liściem w wielu odcieniach zieleni, z delikatnymi żyłkami i zielonymi po łokcie dłońmi żywiołowego Janka ;)
Na warsztatach z Magdą i Jaśkiem robiliśmy nasze osobiste łapacze snów. Energetyczne i z charakterem. Podobno łapacze się sprawdziły, bo nic złego się dzieciom nie śniło. Zachwyt i entuzjazm, jaki odmalował się twarzach bardzo energicznych uczestników - był bezcenny! 





Tak, mam taką tablicę, na której każdy z uczestników zostawia ślad w postaci odciśniętej dłoni w swoim ulubionym kolorze, albo plamę po prostu. Tablica powoli się zapełnia, kolory nakładają się nie siebie tworząc coraz ciekawszą abstrakcję. Dla dzieci jest to frajda (choć są takie, które nie lubią brudzić rąk). 




Moja Wędrująca Akademia Wyobraźni wyruszyła w drogę, niczym tabor - kolorowy i twórczy, będziemy przemierzać nowe tereny wyobraźni, poszerzymy swoją wiedzę, może dokarmimy wrażliwość, na pewno odkryjemy coś, co wydaje się być oczywiste, a tak trudno czasem to dostrzec. Jestem z tego dumna! I głodna każdego kolejnego spotkania - bo sama nie wiem co ono przyniesie! 


poniedziałek, 1 czerwca 2015

chciałabym...

Chciałabym się dziś śmiać, chciałabym szaleć na wietrze, goniąc za latawcem, za dmuchawcem. Ale dziś przepełnia mnie smutek. Od wczoraj. Drepcze za mną krok w krok, przykleił się i nie chce puścić. A smutek to prawdziwy, realny aż do kości, aż do bólu...Wczoraj na drugą stronę tęczowego mostu przeszedł mój ukochany psiak: Myszak, Myszan, Hektorro. Staruszkiem był i chorował poważnie i przez jego dwa ostatnie lata uczył nas, jak mimo choroby i małego ciałka, cieszyć się, radować, złościć. Uczył nas czułości i empatii, uczył wrażliwości  i wytrwałości. Cała moja rodzina odczuwa brak, pustkę, ale też wdzięczność za wspaniałe wspólne lata.
Dziś jest Dzień Dziecka i dziś jak prawdziwe dziecko, którym się czuję pozwalam sobie na smutek, na łzy i wspomnienia, które ruszyły w pamięci jak w kinie - taki fotoplastykon.


Niech ten dzień wszystkim dzieciom, bez względu na wiek, rozkwitnie najpiękniejszym tajemniczym ogrodem jaki można sobie wyśnić.

sobota, 9 maja 2015

Sztuka czekania

Lubicie czekać, oczekiwać, wyczekiwać? Ja z reguły jestem niecierpliwa, ale są takie momenty, kiedy wiem, że aby coś nabrało kształtów - potrzeba czasu. Od jakiegoś czasu jestem też wyznawczynią metody małych kroków, osiągania małych celów, więc nie spieszę się, daje czas. Ale myślami już wybiegam na powitanie nowego, już się nim cieszę, dotykam, poznaję resztą zmysłów, już robię kolejny krok, a tu.... Trzeba założyć na siebie zbroję tkaną z cierpliwości i czekać - nie, nie założonymi rękami, ale czekać. 

I tak jest tym razem...Już chciałabym Wam opowiedzieć co się wydarzyło, co nowego, podzielić się tą radością, ale poczekam by ta radość była pełna, żeby dojrzała i smakowała, jak powinna. Jedno jest pewne - idzie nowe, idzie powiew świeżości, idzie i mam nadzieję, że dacie się porwać :)
A moje oczekiwania upływają na różnych często dziwnych czynnościach, ale też na przyjemnych, dobrze znanych, czasem jestem zaskakiwana pewnymi sytuacjami, jak na przykład tą, że Sylwia, która prowadzi bloga aleLARMO napisała o mnie. Zobaczyła we mnie człowieka, żyjącego z pasją i chciała o tym powiedzieć innym. Co z tego wynikło znajdziecie u Sylwii, czyli tu!  Dobrze jest spotykać na swojej drodze ludzi o podobnej wrażliwości, którzy dostrzegają co jest w życiu ważne i którzy nie boją się żyć tak, jak chcą. Sylwio, bardzo Ci dziękuję, bo warto sobie przypominać początki, warto pamiętać o tym skąd, po co i dla kogo coś robimy :)


Na zakończenie - kiedy myślę o cierpliwości patrzę na dywan, który przywieźliśmy z jednej z naszych podróży do Maroka. Pracowała nad nim jakaś kobieta, która nitka po nitce dobierała kolory w ten sposób by stworzyć skomplikowany i niepowtarzalny wzór. Kupiłam go w Atlasie Wysokim i przypomina mi o niesamowitym kraju. I wiecie co jeszcze? ten dywan czasem potrafi latać i przenieść w miejsce, gdzie powietrze ma inny smak, gdzie rzeczywistość ma inny wymiar, co nieustannie mnie zaskakuje.


p.s. coś mi się wydaje, że wątek Maroka jeszcze się pojawi... ;)

niedziela, 19 kwietnia 2015

O pszczołach

Od jakiegoś czasu mówi się o potrzebie obecności pszczół w naszym życiu, ale czy sami się nad tym zastanawialiście? Czy doniesienia o ich wymieraniu traktujemy, jak kolejną wiadomość, która i tak nic nie zmieni w naszym życiu?

Żyć chwilą i nosić się z typową dla gatunku ludzkiego nonszalancją, w której wyglądamy nie tylko żałośnie, ale i wypadamy blado na tle innych gatunków? A może jednak starać się żyć tak, by nikomu i niczemu nie przeszkadzać, nie zmieniać i nie formować wedle własnych widzimisię ? Może troszcząc się o przyszłość - troszczymy się też o siebie w tym momencie, w którym jesteśmy? Zamiast brać kredyt, by otaczać się kolejnymi dobrami materialnymi - weźmy kredyt zaufania i zaufajmy sobie i Naturze!

Ale tu chodzi o coś, co dla większości jest bardzo trudne - o STOP, o zatrzymanie się...Ale jak tego dokonać, skoro ta machina pędzi jak szalona? Jak?, skoro wszystko zostało wprawione w ruch i większość już zapomniała, którym guzikiem można to zatrzymać? Troska o wodę, o pszczoły i inne wymierające gatunki roślin i zwierząt (które powoli znikają nie w wyniku określonego porządku, ale w wyniku gospodarki jaką prowadzi człowiek) zaczyna się od mądrych jednostkowych postaw, od małego kroku, od zatrzymania...

U mnie najpierw był film "Sekretne życie pszczół" - piękny i mądry film, w którym pszczoły były tłem do trudnego tematu jakim jest rasizm,a teraz był "Więcej niż miód" - film o fascynującym świecie pszczół. To zaskakujące, jak wiele podejść można mieć do tej kwestii. Pszczoła wzbudza wiele emocji! Polecam Wam gorąco - obejrzyjcie, a spojrzycie inaczej na pszczoły, w pożyteczność których z pewnością nikt z Was nie wątpi!!!

więcej niż miód


wtorek, 7 kwietnia 2015

Wiosna leśnych ludzi

W głowie rośnie mi las...

Słyszę, jak spod grubej warstwy ziemi zaczynają wydostawać się maleńkie zielone główki. Zielenią niedojrzałą, ale tak silną, że nie zginą pomimo zima i śniegu. Jeszcze są nieśmiałe, ale już wiadomo, że wkrótce nas onieśmielą.
Mam wrażenie, że unoszę się lekko nad ziemią i tylko dotyk delikatnych igiełek sprowadza mnie na grunt. Przytulam głowę do skóry drzew, wącham je, badam dłonią ich fakturę...

W głowie szumi mi las...
Wiatr lekko wkrada się we włosy i plącze je w dzikim tańcu. Pozawalam mu rozbijać się o moją twarz. I poddaję się temu rytmowi. Biegnę, skaczę, idę, stoję, a las cierpliwie czeka z szeroko rozłożonymi ramionami tysiąca drzew.

Jestem leśna i należę do wiosny - mimo, że kocham i lato, i jesień. Należę do wiosny, bo urodziłam się w kwietniu, miesiącu, kiedy życie się odradza, kiedy nadzieja w końcu zabarwia się na intensywną zieleń.

Nie mogłam sobie wymarzyć lepszego "prezentu" na urodziny jak pójście do lasu! Ale odkryłam też na nowo przepiękne miejsce - park, w którym serce zabiło mocnej, a dusza podskoczyła z radości! Tam wiosna już się rozgościła.
A było tak ....


 







czwartek, 2 kwietnia 2015

Manifest



Pamiętam przedpołudnia z dzieciństwa. W starym domu babci, która krzątała się po kuchni zajęta przygotowywaniem obiadu, a ja pozostawiona sama sobie - siedziałam w pokoju dziennym (choć wszyscy ten pokój nazywaliśmy kuchnią – po prostu). Zawsze cichutko szemrało radio ustawione na program pierwszy. Muzyka klasyczna w wykonaniu orkiestry symfonicznej rozlewała się po skromnym pokoju, którego żółte ściany pokryte były fantazyjnymi wzorami wałka.

Panował wtedy chłód, panowała przedwiosna, wczesnojesień – nieważne jaka pora roku akurat była. Niebo zawsze wtedy szarzało, ciężkie chmury pędziły lub wisiały nisko nad ziemią, ich ciężkie i nabrzmiałe puchate ciało tylko czekało by wylać z siebie zgromadzony nadmiar deszczu. A ja tkwiłam w dziwnym poczuciu nienazwanych emocji i starałam się je nazwać.  Tę niezrozumiałą dla dziecka burzę emocji wywoływała u mnie ta wielka muzyk, której nie rozumiałam, albo rozumiałam na swój sposób. Hmm… ten czas to był czas albo choroby, albo deszczowej pogody, bo w przeciwnym razie moje życie toczyłoby się poza murami starego domu (rozkruszane i sklejane na powrót promieniami słonecznymi). 

Taka pogoda wywołuje we mnie wspomnienia - niczym zapomniane duchy, budzi tęsknoty… Wiem, że ten deszcz jest potrzebny, ale protestuję przeciwko takiemu przeszywającemu zimnu i śniegu! Chcę być hipnotyzowana tą nieśmiałą wiosną w pąkach na jabłoniach i czereśniach, na bzach! Chcę cieszyć się po stokroć stokrotkami, które wychylają maleńkie główki z zetlałych traw czyniąc życie radośniejszym. Chcę słońca, które będzie się bezwstydnie wkradać w zakamarki domu. I śpiewu ptaków, które uskrzydlą!


niedziela, 29 marca 2015

Pani od polskiego

Ostatnio dużo się dzieje, albo wpadłam w wir, z którego trudno mi się wyswobodzić. Zdarza się jednak chwila oddechu, nie trwa ona długo, ale jednak. 

W piątek jechałam na rowerze w deszczu, a potem szłam przez pola, które skojarzyły mi się z przyczajonym zwierzęciem: patrzy, obserwuje i czeka na TEN moment, by wyskoczyć z ukrycia i zaatakować zielenią - wszystkimi jej odcieniami!

 

Idąc, uśmiechałam się, a różne myśli przychodziły mi do głowy. Na przykład o mistrzach.

Spotykamy w swoim życiu mistrzów, nauczycieli pomocników: duchowych lub będących ekspertami w jakiejś konkretnej dziedzinie. Ja w swoim też miałam i wciąż mam kilku, bardzo ważnych. To ludzie, bez których nie byłabym w tym miejscu. Oprócz najbliższych jest wśród nich - pani od polskiego. Mieliście nauczyciela takiego, jak John Keating w Stowarzyszeniu Umarłych Poetów albo Pan Kleks? Ja miałam. A lekcje polskiego to były lekcje wrażliwości, kultury, uważnego patrzenia na świat, wnikliwej obserwacji, samodzielnego myślenia… Do dziś mam dreszcz kiedy pomyślę o niekonwencjonalnych sposobach nauki. Do dziś jestem wdzięczna za Ewę Demarczyk z płyty winylowej słuchanej w ciszy i z gęsią skórką na ciele, za linijkę, która czuje więc nie wolno jej źle traktować, za budowanie poczucia własnej wartości i rozbudzanie ciekawości przez literaturę i teatr… Za poczucie, że trzeba i warto marzyć i te marzenia spełniać! Za to, czego teraz nie jestem w stanie opisać, a czuję dokładnie - tylko mądrzej niż wtedy.

Tak – najlepszy nauczyciel w szkole – pani od polskiego! Chylę czoła wszystkim nauczycielom. Życzę im niestygnącego zapału i wiary, że warto! Bo warto. Wiem, że to nie październik i nie święto nauczyciela – nieważne! Być może nauczycielami, małymi mistrzami jesteśmy również dla kogoś - my? Może możemy być? Warto brać odpowiedzialność za to mówimy i jak żyjemy? Warto pokazywać, że marzenia to część nas, że kiedy baaardzo chcemy i jesteśmy gotowi te marzenia się spełniają. Warto uczyć samodzielnego myślenia i miłości życia (nawet jeśli jest ono czasem szare i zimne, jeśli nam źle).

Zdarza się, że prowadzę warsztaty. Dotyczą wielu aspektów i zawsze STARAM się pokazać młodym uczestnikom inną stronę, pokazać że można wyjść przed dom, by podziwiać ogród, a nie robić tego z okna domu. Nie wiem czy mi się to udaje, ale mam cichą nadzieję, że tak :)


sobota, 7 marca 2015

Recepta

I znowu budzimy się w dniu, w którym jedne z nas zastanawiają się czy wypada świętować, kiedy prawo kobiet w wielu miejscach, kulturach, społecznościach nadal jest ograniczane. Inne z nas się buntują, bo one takiego święta nie uznają, a jeszcze inne obchodzą je  mniej lub bardzo odświętnie. 

I chcemy być traktowane z należytym szacunkiem, z sympatią, z miłością. Oczekujemy - głównie od mężczyzn - żeby pozwolili nam się czuć wyjątkowo... A ja Wam mówię, że wyjątkowo to my się mamy czuć każdego dnia i to wcale nie dlatego, że jesteśmy kobietami (choć jesteśmy), a dlatego że jesteśmy ludźmi. I jeśli Wam zależy na tym, by inni szanowali, kochali, lubili - najpierw musimy my sami|e. Zamiast oczekiwać bukietu kwiatów, najsłodszych bombonierek albo nawet uroczych serduszek tego dnia - spędźmy go bez oczekiwań. Zapytajmy skąd jesteśmy? Gdzie są nasze korzenie i jak głęboko sięgają? 
Zacznijmy żyć, jak nam podpowiada wewnętrzny głos, ale aby go usłyszeć trzeba lubić z sobą być w ciszy, bez zagłuszania i wymówek, że czasu brak, że zmęczenie nie pozwala, bo nadmiar obowiązków. Nie odkładać na potem marzeń, które właśnie w nas kiełkują, dojrzewają, kwitną, nawet jeśli komuś mogą się one wydać śmieszne i mało ambitne (każdy ma swoje marzenia)! Nadać swemu życiu bieg to trudna nauka, dobry początek fantastycznej podróży pełnej przygód. Oczywiście nie zawsze będzie pięknie i dobrze, ale jeśli będzie Pewność i Ktoś przy nas, wszystko da się przejść, nawet most nad rwącą rzeką. 
Życie jest tu i teraz, i czasem dobrze jest nie-myśleć tylko poddać się temu czego doświadczamy, co słyszymy, co czujemy, smaki, zapachy, dźwięki...wszystko zaczyna nabierać innego wymiaru i co najważniejsze małe cieszy najbardziej...
Kochane - kochani idzie wiosna, otwórzcie, okna, otwórzcie serca, otwórzcie oczy...
I uczyńcie każdy dzień naprawdę! Ja wciąż się tego uczę.

Dla inspiracji coś dla oka i dla ucha... :)

 




środa, 25 lutego 2015

Matragona Orkiestra Jednej Góry

Po wspaniałym czasie twórczego uniesienia dopadła mnie słabość - na szczęście chwilowa. Dotyczyła gliny. Materiału niezwykle wymagającego - jak dziecko, które potrzebuje naszej 100%-wej uwagi, zaangażowania. Nie ma udawania, nie ma nic na pól gwizdka - wszystko jest naprawdę :) I dobrze, bo tylko dzięki temu, jesteśmy w stanie się czegoś nauczyć.
Moje skrzydła lekko opadły, ale zostały odrobinę uniesione pięknym wypałem. Pięknym w moim subiektywnym odczuciu!
Po tym jak piec okazał się wielkoduszny, czekała na mnie uczta dla ducha! Koncert Matragony w piątkowy wieczór i wystawa przepięknych zdjęć pana Jurka Rybaka. Doskonałe towarzystwo! Muzyka idealnie oddała klimat zdjęć, obudziły tęsknoty do podróży z plecakiem w nieznane. Wydaje mi się, że jeszcze wczoraj tak podróżowałam odkrywając "zwykłe" miejsca na wschodzie Polski, zachwycając się tym, co już niemal przeminęło. Ahhh aż poczułam ten zapach... 
Tak, wszystkie tęsknoty do dojrzałego lata, by upijać się zapachem wilgoci późnego wieczoru, który jest jak zbawienny okład po upalnym dniu, odżyły w jednej chwili.
Ten piątkowy wieczór był jak medytacja, nastroił rozstrojoną równowagę. Pięknie było. Niestety w sieci nie znalazłam utworów, które mogłoby i Wam dać to co mi, ale podrzucam Wam krótki film, w którym każdy znajdzie coś dla siebie. Matragona - Orkiestra jednej Góry. Polecam!!!!


sobota, 14 lutego 2015

Odnawialne źródła energii ;)

Trochę przewrotnie o odnawialnych źródłach energii... Bo przecież każdy z nas musi takie w sobie mieć, by wtedy kiedy źle, kiedy nie po naszej myśli - nie dać się zwariować! Co u Was pełni taką rolę? Co daje Wam siłę i energię? Jak się doładowujecie | regenerujecie? 


U mnie sprawa wygląda tak, że kiedy zaczyna świecić lampka, że poziom energii drastycznie spada i jadę na tzw. oparach - zmieniam coś, zamiast wyszywania biorę się za tkanie, albo za glinę. Z pomocą przybywają też jak trzej Muszkieterowie: dobra lektura, las i spacer.Kiedy się nic nie chce - lepiej się nie zmuszać, dać sobie czas, odetchnąć, może zatracić się w czymś, co zawsze odkładamy na potem choćby to było najbardziej prozaiczną sprawą jak przygotowanie obiadu.

Ten tydzień był bardzo aktywny - zatraciłam się w glinie, wyszywałam, tkałam. Nie straciłam energii twórczej, wręcz przeciwnie mam jej tyle, że mogłabym Was nią obdarować. Być może ma na to wpływ słońce, które od wczoraj nam towarzyszy i daje poczucie, że wiosna nawet jeśli dopiero się pakuje, to jednak już jest nieopodal. Może to ta różnorodność, której daję się prowadzić, a może mam dobry czas? Nie chcę się zastanawiać, chcę pozostać w tym pozytywnym stanie jeszcze jakiś czas :)

P.S. Dziś walentynki ... nie obchodzę, a Wy?  Zastanawiam się, dlaczego  właśnie to święto ma taką siłę przebicia, a nie na przykład Noc Kupały, albo Katarzynki, które są naszym dziedzictwem, naszą rodzimą możliwością świętowania dnia zakochanych. Święta z dawnej kultury ludowej potrzebują dobrego marketingu, sztabu PR-owców i szumu medialnego? W związku z tym, że był to dobry tydzień, i w związku z tym, że zakochanym fajnie jest być codziennie i codziennie można ten stan świętować ptaszek trochę ludowy ze skrzydlatym sercem  ...


piątek, 6 lutego 2015

Zlot czarownic ...

Ostatnio mam to szczęście uczestniczyć w spotkaniach z gliną w gronie niezwykłych kobiet. Każda z nas jest inna, każda ma inny temperament, każda inne małe światy, które na czas tych naszych zlotów łączą się jak elementy większej układanki. Spoiwem, który łączy nas na pewno jest glina, ale sądzę, że jest jeszcze kilka innych elementów, o których za chwilę.

Najpierw glina, która nas pochłonęła i z pełną pasją dajemy się jej prowadzić, nie tylko na spotkaniach, ale i w zaciszu domowym. Projektujemy, obmyślamy, komponujemy, lepimy, szkliwimy, a potem niecierpliwimy się, jak dzieci aż piec odsapnie i wyda z siebie ostatni gorący powiew, by móc go otworzyć, uchylić tajemnicę. I wtedy reakcje są różne: zachwyt miesza się z rozczarowaniem, słodki smak z gorzkim. Czasem też tracimy motywację, uważamy, że są mistrzowie, z którymi ciężko się mierzyć. I wtedy działamy, jak grupa wsparcia: przekonujemy, że warto w tym żywiole odnaleźć siebie, nie porównywać się a czerpać inspirację, motywację i siłę, że potrzeba wielu dni ciężkiej pracy, by efekt był zachwycający, by sprostać swoim wymaganiom i oczekiwaniom, by po prostu dobrze się poczuć w tym materiale i odnaleźć w nim siebie. Nie musimy być geniuszami - chodzi o odnalezienie swojego pierwiastka.

Bardzo lubię te spotkania, lubię to, że czas wtedy płynie inaczej, że można się zatracić totalnie w glinie i że w tym gronie nikt z nikim nie rywalizuje!

sobota, 31 stycznia 2015

Henry David Thoreau i leśne marzenia

"Nie znam bardziej optymistycznego faktu niż ludzka zdolność do ulepszania życia dzięki świadomemu działaniu. Jeśli ktoś z ufnością podąży za swoimi marzeniami i postanowi prowadzić życie, które sobie wyśnił, bardzo szybko osiągnie niespodziewany sukces."  Henry David Thoreau  - Walden, czyli życie w lesie 

Tak nietypowo zacznę... H.D. Thoreau to człowiek, który osiągnął niesamowity wręcz poziom wolności. Dlaczego? Ponieważ podążył za swoim wewnętrznym głosem, za potrzebami, żył w zgodzie z sobą i spełniał marzenia. I nie chodzi tu o to, że aby być szczęśliwym trzeba zamieszkać - jak on - w lesie, ale by iść drogą spójną, by utrzymać równowagę na linii życia. Nie bójmy się marzyć, ba! nie bójmy się spełniać tych marzeń! Otwórzmy głowy na to, co może się zdarzyć, co może stać się z naszym udziałem. A las? Las nam w tym wszystkim może pomóc - bo jak wiadomo tam mieszka wszystko to, czego nam do życia potrzeba! I nie ma nic, co mogłoby utrudniać marzenie :)

Ja marzę i wychodzę marzeniom na przeciw, co z tego wyniknie? - może już niebawem? Póki co w tej chwili, gdy za oknem śnieg i wiatr...marzy mi się wiosna, lato, jesień...



piątek, 9 stycznia 2015

Noc i Słoń

Dawno, dawno temu za siedmioma rzekami, za siedmioma lasami przyszła
na świat dziewczyna. Miała czarne włosy, czarne jak węgielki oczy i była
niezwykła. W każdym razie inna niż wszystkie dzieci.

W tamtym czasie na świecie trwał nieustannie dzień. Słońce nigdy nie

zachodziło; raz świeciło mocniej parząc skórę, innym razem jego obecność
była niemal nieodczuwalna, ale nigdy nie znikało. Kiedy Słońce robiło się
pomarańczowe, a potem z każdą sekundą coraz bardziej czerwone, ludzie
zasypiali. Ale nie dziewczynka.  Ona spała, gdy było jaskrawe światło, a
budziła się, gdy wszyscy smacznie pochrapywali w swoich łóżkach, otuleni
szczelnie po uszy pierzynami.

Pewnego razu, kiedy zrobiło się nieco ciemniej niż zazwyczaj, dziewczynka
poszła nad szmaragdowy staw. Bardzo lubiła tam chodzić, bo mogła wtedy
nasłuchiwać drgających świerszczy, rechotu żab,  pohukiwań sowy oraz
nawoływań wilczej watahy.  I tam, gdy nachyliła się nad taflą pięknie
zielonej wody, ujrzała coś bardzo dziwnego. To 'coś' wyglądało jak rogal, który
zjadła na śniadanie, był ledwie widoczny i niesamowicie piękny.

Niespodziewanie rogal poruszył się, puścił oko i przemówił:
- Witaj Noc, tak długo na Ciebie czekałem! Tak długo Ciebie szukałem i oto
jesteś!
- Noc? Ja nie jestem Noc, musiałeś mnie z kimś pomylić – odrzekła
zdziwiona dziewczynka.
- Nie, nie pomyliłem. To Ty jesteś Noc, ja i Słońce jesteśmy tacy szczęśliwi,
że w końcu się pojawiłaś. Słońce powiedziało mi, że Cię tu znajdę,
przyszedłem ponieważ musimy Ci przekazać bardzo ważną wiadomość.
Posłuchaj, Słońce jest już bardzo zmęczone, chciałoby odpocząć, pospać, jak
wszyscy. I tylko Ty możesz Mu pomóc, a ja pomogę Tobie – zapewnił rogal.
- Jesteś bardzo tajemniczy, ale wewnętrzny głos podpowiada mi, że
powinnam Ci zaufać. Jak, więc mogę Wam pomóc? – zapytała zdziwiona
dziewczynka.
 
- Musisz mnie wyłowić ze stawu i zawiesić na niebie. Kiedy to zrobisz ono
przybierze kolor, jakby się napiło atramentu, stanie się pięknie granatowe.
Wtedy Słońce pójdzie spać , a żaden człowiek na Ziemi nie będzie się bał
ciemności ,ponieważ oprócz mnie na niebie będą świecić również gwiazdy
– wyjaśnił.
- Czyli to jest prawda, że nazywam się Noc? I jesteś pewien, że mam Cię
zawiesić na Niebie? Ale jak ja tego dokonam, przecież to bardzo wysoko,a
ja nie potrafię latać? – zapytała Noc.
- Nie martw się Noc, pomoże Ci w tym Słoń, lekki jak piórko, pomoże też
wiatr, który uniesie Was wysoko hen do góry. Ten Słoń to niezwykłe
stworzenie, ponieważ z jego trąby wylatują złote drobinki, czyli gwiazdy.
Jutro kiedy wszyscy pójdą spać, Ty przyjdź w to samo miejsce, będzie tu na
Ciebie czekał Słoń i kiedy tylko weźmiecie mnie z sobą, wzniesiecie się nad
miasto – powiedział.
Rogal, którego prawdziwe imię brzmiało Księżyc, zdradził również Nocy
pewną tajemnicę: kiedy zdarzy się, że jakaś gwiazda spadnie i ktoś to
zauważy, wówczas jego najgłębsze życzenie się spełni. Każda gwiazda to
czyjeś marzenie. Ludzie muszą jednak być bardzo uważni, ponieważ może
się zdarzyć, że nie zauważą, że właśnie ich życzenie się spełnia.
Księżyc i Noc rozmawiali długo, aż Słońce zaczęło świecić intensywnym,
jasnym światłem.  A wieczorem następnego dnia Noc po raz pierwszy w
świecie wzbiła się ponad wsie i miasta, i kiedy już wszyscy spali zawiesiła
Księżyc na Niebie. Zrobiło się ciemniej, oczy dziewczynki przypominały
gwiazdy, które Słoń rozsiał na Niebie, a Słońce? Słońce w końcu mogło
odpocząć. 

Od tej pory codziennie zasypiamy Nocą, przy świetle Księżyca, wysyłając
do gwiazd nasze małe marzenia, które spełniają się zawsze, gdy bardzo
tego chcemy.