sobota, 22 listopada 2014

Powroty

No i wróciłam. Bieszczady trzymały nas w swym serdecznym uścisku ponad pół roku (wciąż jestem zdziwiona, że to taki kawał czasu i że tak szybko to minęło). I wiecie co? Już tęsknię, a dlaczego zapytacie, przecież "tam nic nie ma". Dla mnie jest wszystko, czego mi potrzeba, by oddychać, czerpać inspirację, żyć. Sami zobaczcie:
A to i tak tylko mały wycinek tego, czego można doświadczać każdego dnia! Tyle piękna....tęsknicie ze mną?



sobota, 15 listopada 2014

Proszę Państwa oto skrzynia!



A zatem skończyłam. Poprawianie wszystkich geometrycznych wzorów niemal mantrycznych dobiegło końca i skrzynia w nieco odświeżonej wersji dumnie prezentuje swoje piękno. Czasem narzędzie zapadało się w kornikowej dziurce, innym razem natrafiło na inny problem – ale skończyłam przygodę i jednocześnie snucie opowieści skrzyniowych. Jestem pewna, że skrywa niejedną tajemnicę kilku pokoleń i jak wierny słuchacz – przyjaciel – kompan zatrzymuje je dla siebie. Można sobie tylko wyobrażać co widziała, co słyszała, czego była świadkiem… 






Otwarcie wieka to jakby przeniesienie się w inną czasoprzestrzeń. Wtedy rzeczywistość pachniała inaczej, w zależności od pory roku – sianokosy, żniwa, wypasanie owiec i kóz. Widzę kolorowe stroje, które każda porządna kobieta musiała mieć w swojej szafie na wyjątkowe okazje; słyszę śpiewny język i czuję zapach chleba, który jeszcze siedzi w rozgrzanym piecu.  Przy okazji myślę też o trudach jakie właściciele skrzyni spotykali na swojej drodze, jak proste i prawdziwe życie wiedli – życie którego rytm wyznaczały pory roku i dnia, Natura. Widzę spracowane dłonie, twarze poorane siecią zmarszczek, od których odciągają uwagę radosne oczy pełne energii, życia, blasku.





I tak się zastanawiam: co skrzynia będzie miała do opowiedzenia za 100 lat? O jakich ludziach będą to opowieści i czy będzie to tak żywa historia, jak ta którą właśnie mam przed oczami i której końca jeszcze nie ma….


P.S. Każdy z Was może zaspokoić ciekawość i zobaczyć jak skrzynia prezentuje się na żywo. Ma sąsiadkę w diametralnie innym stylu! A gdzie można ją zobaczyć? W Pensjonacie Horb !

czwartek, 6 listopada 2014

Glina - powrót

Powroty bywają różne - na niektóre się czeka ze zniecierpliwieniem, o innych nawet nie chcemy myśleć, bo przebiegają przez ciało nieprzyjemnym dreszczem negatywnych emocji. Jedne wprowadzają harmonię, inne sieją zamęt. W tym poście rzecz będzie o powrocie do równowagi. 
Z gliną poznałam się ładnych parę lat temu, przypadłyśmy sobie do gustu i wszystko wskazywało na to, że szybko się nie rozstaniemy. Jak to bywa w planach - diabli je wzięli i z gliną musiałyśmy się rozstać. Ale nie ma tego złego, bo wróciłam! Znalazłyśmy się w końcu po zawirowaniach i cóż mogę powiedzieć? GLINA to materia, którą uwielbiam, bo niesie element zaskoczenia i niejednoznaczności. Jest żywiołem, co nieustannie będę podkreślać. I teraz czuję spokój. Mój warsztat technik zapomnianych wciąż się powiększa, ale glina chyba jednak będzie w centrum - nawet jeśli nie będzie jej widać na pierwszym planie :) życzę Wam powrotów upragnionych, powrotów, które dają spokój i radość :)






Pees. A wróciłam, dzięki warsztatom zorganizowanym w ramach projektu "Bieszczadzka Kuźnia Talentów" . Zajęcia poprowadziła szalona eksperymentatorka Anita Bloch i za to wariactwo jej szalenie dziękuję!