środa, 17 września 2014

By ruszyć, by iść

Wczoraj mieliśmy bajeczne popołudnie. A to dlatego, że ruszyliśmy! Tak ruszyliśmy. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego, ktoś może powiedzieć, ale jednak kryje się w tym "ruszeniu się" jakaś moc. Otóż, ta pora przełomu, kiedy lato tak pięknie wchodzi w jesień, kiedy tak pięknie wpada w jej ramiona, kiedy zarzuca na nas pajęcze sieci...zawsze rodzi pewien niedosyt, pewien niepokój - przyjemny i utęskniony. Zawsze o tej porze pojawia się silna potrzeba by IŚĆ. I właśnie wczoraj ruszyliśmy i to naszymi, starymi ścieżkami...w Beskid Niski.

Jedna z najpiękniejszych dróg jakie znam to droga z Cisnej do Komańczy (i odwrotnie też się sprawdza) i kto jej nie zna - polecam z całego serca. Bezkres falujących pól, wciągające gęstwiny leśne, i te stada krów, kóz i baranów, które tak barwnie okraszają lekko wypłowiałe już łąki. Beskid Niski smakuje zupełnie inaczej niż Bieszczady i przyznam Wam się szczerze, że zawsze wolałam ten pierwszy ( z drugim przez jakiś czas miałam na pieńku). Teraz potrafię cieszyć się z tych różnic, które kiedyś były barierą.



A więc Beskid Niski. Pojechaliśmy oddać Piękną Helenę w dobre ręce i zobaczyć, czy aby na pewno będzie tam miała bezpieczne gniazdko. I powiem jedno Chata nad Wisłokiem to wymarzone miejsce dla wszystkich tych, którzy mają dusze niespokojne, głodne spokoju wsi i ciszy lasów, pól. To miejsce, które jeszcze tworzone, a już tętniące życiem. Dom w którym czuje się miłość i szacunek nie tylko do siebie wzajemnie, ale też do natury i tradycji. Dlatego polecam Wam i ten punkcik na Waszych mapach. Ja tę Chatę podziwiałam już parę ładnych lat i wczoraj udało się przekroczyć jej próg, poznać jej jedną połówkę i stwierdzić, że jeszcze tam wrócimy!
Moniko - kłaniam się nisko :) podrap proszę od nas Felę - za uchem ;)

niedziela, 7 września 2014

Czasu zatrzymanie

Czasu zatrzymanie - tak zatytułowałam ten post, bo tak faktycznie było! Czas stanął w miejscu, ktoś chwycił wskazówki ogromnego zegara, ba! chyba nawet je cofnął o parę ładnych lat! A lata faktycznie cudne! Jakże inne, jakże bliższe naturze, człowiekowi! W zeszłym tygodniu w końcu nam się udało pojechać do Sanoka w celu poznania tamtejszego skansenu! Dla dwojga etnologów to prawdziwa wisienka na torcie. Ale kiedy weszliśmy w to cudne miejsce, etykiety schowaliśmy do kieszeni i po prostu z każdym krokiem wchodziliśmy w świat, który może nie do końca przeminął, ale niestety jego śladów jest coraz mniej! 

I piszę to jako człowiek, który myśli sobie, że życie w zgodzie z rytmem jaki "narzucała" Natura miało sens, że za bardzo od tego odeszliśmy i teraz chodząc w labiryncie starych chat, zaglądając przez okno do środka izby, wpadając w dziki entuzjazm podziwiając te kolorowe ogródki przydomowe - wzdychamy do przeszłości. Oczywiście patrzymy na to przez swój pryzmat, mamy inną optykę i nadbudowujemy, koloryzujemy, wizualizujemy sobie rzeczywistość, która wcale nie była taka prosta. Ale...była chyba pełniejsza, bliższa, z silnymi więzami z przyrodą i drugim człowiekiem, i tym poczuciem przynależności.
Skansen w Sanoku to magiczne miejsce, bo kiedy przechodzimy przez jego "bramę" wchodzimy w inny świat. W świat gdzie czas zwalnia, gdzie nie liczy się to czym żyjemy, jakie problemy mamy, co nam doskwiera - ponieważ to wszystko zostaje na drodze przez parkiem. A my, jak dzieci, wchodzi w ten tajemniczy ogród pełen śladów przeszłości i rozsmakowujemy się jego autentycznością! 

P.S. Przy jednej z chat pasą się młode kozy. Jedzą jabłka i donośnymi głosami upraszają o uwagę wszystkich przechodzących. Nie mogliśmy przejść obojętnie, bo rzuciły na nas swój urok. Drapaliśmy je po pyszczkach, a one mrużyły oczy w zachwycie....Ot i kolejny dowód na to, że zwierzęta czują! :)