czwartek, 24 lipca 2014

Warsztatownia

Ostatnio czas upływa pod znakiem pracy, warsztatów i braku dostępu do internetu ;), ale może to i dobrze. O pracy pisać nie będę, ale o warsztatach TAK TAK TAK! Bo dzieją się różne rzeczy, uczestnicy, a w zasadzie głównie uczestniczki są wyjątkowe i chłonne nowego, dlatego praca z takimi osobami jest czystą przyjemnością.
Kamienie ruszyły jako pierwsze. Ich zagadkowe i fascynujące kształty mogą przyprawić młodych ludzi o zawrót głowy, pobudzają wyobraźnię i wzmagają apetyt :) I tak powstały lisy, psy, wilki i 'bajkowe stwory' jak stwierdziła Hania.
Potem podeszłyśmy do tematu od innej strony: zaproponowałam by spróbować złapać lato za nogi i uwiecznić je w tym pięknym, dojrzałym kształcie. Zobaczcie jak nam poszło.

 Ale były też warsztaty kulinarne na wesoło i całkiem na poważnie. Na poważnie z pewną zapaloną w kulinariach pełną energii dziewczyną - dzięki Asiu za wspaniały czas. Zabrałyśmy się za kulturę łemkowską i trochę poopowiadałyśmy o tradycji, i nie tylko,  i przygotowywałyśmy jedno ze sztandarowych przysmaków łemkowskich - proziaków z masłem  ziołowo- czosnkowym. Wyszło pysznie!

A potem warsztaty kulinarne - baśniowe i paluchy wiedźmy.... Oj działo się jednym słowem! Działo!!!!
I na warsztatach byłam i ja! Z biżuterii karpackiej - krosno tkackie już zamówiłam!

czwartek, 10 lipca 2014

Powiew świeżości

Powrócił deszcz i powiem Wam, że do tego otoczenia pasuje jak ulał. Mam wrażenie, że lasy w ten sposób oddychają, że nabierają w płuca powietrza, którym potem dzielą się z nami, z którego potem my korzystamy. Do pokoju wkrada się szum kropel uderzających o wyschniętą ziemię, parapet, szybę. Nad górami unosi się lekki woal mgły, oparów oddychającej ziemi. Dziś powędrowaliśmy do Sanoka i po drodze obserwowałam świat: wysuszone miejscami trawy, które już straciły soczystość zieleni i tchną teraz lekką tęsknotą za późnym latem, jesienią....I znowu złapała mnie myśl, ze oto kolejne lato pryśnie szybko jak bańka mydlana, że przemijanie to nieustający proces, który trwa i któremu nie powinniśmy się przeciwstawiać, bo... przecież dzięki temu COŚ może wykiełkować, dojrzeć, nabrać rumieńców. Jeśli się okaże, że to nie to, że jest nam to w naszym "ekosystemie" zbędne to obumrze, a jeśli jest konieczne dla naszego trwania będzie się rozwijać, wydawać kolejne plony, przeistaczać się, rozwijać...
Czasem tak mam, że wybiegam w następne pory roku, projektując w wyobraźni, albo wywołując w pamięci najlepsze kadry z minionych lat. A potem wracam do tu i teraz i rozkoszuję się ... deszczem i jego oszałamiającym zapachem.
A Sanok? Sanok ma w sobie moc miasta artystów, miasta z bogatą przeszłością. Jest mały, cudnie położony, ma momentami ciekawą architekturę i...muzeum. Polecam Wam odwiedzić ten labiryntowy układ niezwykle surowych i wciągających wnętrz, gdzie pachnie drewnianą cerkwią, gdzie czuć powiew przeszłości, gdzie mury zamykają niesamowite bogactwo! 
Z muzeum wyszłam bogatsza o nowe poznanie. Marian Kruczek - niesamowity artysta z niezwykłym spojrzeniem na świat, zaskakującą umiejętnością tworzenia czegoś zachwycającego z odpadów. Wyobraźnia, która zaskakiwała i zaskakuje wciąż. Kolejny już raz okazuje się, że lata 60. i 70. to złoty wiek dla sztuki. Poczytajcie i zobaczcie o czym mówię tu. No i oczywiście Galeria Zdzisława Beksińskiego, o którym pisać nie muszę. W jego obrazach, grafikach, fotografiach lubię kolor, szczegół i metaforę tę umiejętność przekazania czegoś jakby było rzeczywistym, realnym, prawdziwym.
                                                                                                                                                                                      
 


Kiedy człowiek stanie na przeciw tak wyrazistych osobowości, które pozostają w tej rzeczywistości poprzez swoją twórczość ma wrażenie, że posiadł klucz, wiedzę, mądrość.... Nie wiem jak to nazwać, ale na pewno dzięki takim chwilom można poczuć się dobrze! życzę Wam takich małych odkryć, radości i deszczu, jeśli tylko czasem o nim marzycie!