sobota, 13 grudnia 2014

Kiedy nie dziele się nic

Ostatni czas to wyższa szkoła ruchu w przestrzeni, w działaniach...Busy, autobusy, pociągi, tramwaje, auta i wreszcie moje własne nogi, które dzielnie (z)noszą moją bieganinę. Ale ta bieganina jest przyjemna! Oczywiście są momenty kiedy padam ze zmęczenia, a i wtedy włącza mi się żarówka, która podświetla wszystkie zadania do wykonania, projekty, które rodzą się przed snem: nowe pomysły na ptaszory, broszaki hipnotyzujące mandalowymi wzorami...

Teraz usiadłam na chwilę w kuchni, obok mnie kubek herbaty z pomarańczą nafaszerowaną goździkami, w piekarniku rumieni się (to pewnie przez mój łakomy wzrok) odrobinę nieśmiałe ciasto dyniowe. I myślę sobie, że takie chwile też bardzo lubię. Lubię spotkania z ludźmi, energię która się wtedy wytwarza, inspiracje którymi się zarażamy, spokój którym dzielimy. Ale lubię też, kiedy nie dzieje się nic, wtedy można wypić ciepłą herbatę do ostatniej kropli, zacząć pisać list, który przegrywał z wiecznie napiętym grafikiem, poczytać książkę, na której zdążył zadomowić się kurz!
Jedyne co jeszcze dziś mam w planach to kartki na podsumowanie roku dla bliskich :) A na dobranoc posłucham kołysanki :


1 komentarz:

  1. Kornelio, dzielę z Tobą to rozsmakowanie w nie-dzianiu się-niczego :) Od poniedziałku do piątku włączam wsteczny bieg i robię nic :) Ono nadal jest pełne ruchu, ale mniejszego, przyjemnie mi z tym :)
    uściski!

    OdpowiedzUsuń