czwartek, 6 listopada 2014

Glina - powrót

Powroty bywają różne - na niektóre się czeka ze zniecierpliwieniem, o innych nawet nie chcemy myśleć, bo przebiegają przez ciało nieprzyjemnym dreszczem negatywnych emocji. Jedne wprowadzają harmonię, inne sieją zamęt. W tym poście rzecz będzie o powrocie do równowagi. 
Z gliną poznałam się ładnych parę lat temu, przypadłyśmy sobie do gustu i wszystko wskazywało na to, że szybko się nie rozstaniemy. Jak to bywa w planach - diabli je wzięli i z gliną musiałyśmy się rozstać. Ale nie ma tego złego, bo wróciłam! Znalazłyśmy się w końcu po zawirowaniach i cóż mogę powiedzieć? GLINA to materia, którą uwielbiam, bo niesie element zaskoczenia i niejednoznaczności. Jest żywiołem, co nieustannie będę podkreślać. I teraz czuję spokój. Mój warsztat technik zapomnianych wciąż się powiększa, ale glina chyba jednak będzie w centrum - nawet jeśli nie będzie jej widać na pierwszym planie :) życzę Wam powrotów upragnionych, powrotów, które dają spokój i radość :)






Pees. A wróciłam, dzięki warsztatom zorganizowanym w ramach projektu "Bieszczadzka Kuźnia Talentów" . Zajęcia poprowadziła szalona eksperymentatorka Anita Bloch i za to wariactwo jej szalenie dziękuję!

3 komentarze:

  1. Kornelio, jest takie ciasne, ale przytulne miejsce, w którym- po powrocie z ukochanych Bieszczad - będziesz czasem mogła tę tęsknotę zaspokajać :)
    <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agnieszko! Ty wiesz, że takim powrotom w ramiona tak plastyczne rzucę się z dziką przyjemnością!!!! <3

      Usuń