czwartek, 10 lipca 2014

Powiew świeżości

Powrócił deszcz i powiem Wam, że do tego otoczenia pasuje jak ulał. Mam wrażenie, że lasy w ten sposób oddychają, że nabierają w płuca powietrza, którym potem dzielą się z nami, z którego potem my korzystamy. Do pokoju wkrada się szum kropel uderzających o wyschniętą ziemię, parapet, szybę. Nad górami unosi się lekki woal mgły, oparów oddychającej ziemi. Dziś powędrowaliśmy do Sanoka i po drodze obserwowałam świat: wysuszone miejscami trawy, które już straciły soczystość zieleni i tchną teraz lekką tęsknotą za późnym latem, jesienią....I znowu złapała mnie myśl, ze oto kolejne lato pryśnie szybko jak bańka mydlana, że przemijanie to nieustający proces, który trwa i któremu nie powinniśmy się przeciwstawiać, bo... przecież dzięki temu COŚ może wykiełkować, dojrzeć, nabrać rumieńców. Jeśli się okaże, że to nie to, że jest nam to w naszym "ekosystemie" zbędne to obumrze, a jeśli jest konieczne dla naszego trwania będzie się rozwijać, wydawać kolejne plony, przeistaczać się, rozwijać...
Czasem tak mam, że wybiegam w następne pory roku, projektując w wyobraźni, albo wywołując w pamięci najlepsze kadry z minionych lat. A potem wracam do tu i teraz i rozkoszuję się ... deszczem i jego oszałamiającym zapachem.
A Sanok? Sanok ma w sobie moc miasta artystów, miasta z bogatą przeszłością. Jest mały, cudnie położony, ma momentami ciekawą architekturę i...muzeum. Polecam Wam odwiedzić ten labiryntowy układ niezwykle surowych i wciągających wnętrz, gdzie pachnie drewnianą cerkwią, gdzie czuć powiew przeszłości, gdzie mury zamykają niesamowite bogactwo! 
Z muzeum wyszłam bogatsza o nowe poznanie. Marian Kruczek - niesamowity artysta z niezwykłym spojrzeniem na świat, zaskakującą umiejętnością tworzenia czegoś zachwycającego z odpadów. Wyobraźnia, która zaskakiwała i zaskakuje wciąż. Kolejny już raz okazuje się, że lata 60. i 70. to złoty wiek dla sztuki. Poczytajcie i zobaczcie o czym mówię tu. No i oczywiście Galeria Zdzisława Beksińskiego, o którym pisać nie muszę. W jego obrazach, grafikach, fotografiach lubię kolor, szczegół i metaforę tę umiejętność przekazania czegoś jakby było rzeczywistym, realnym, prawdziwym.
                                                                                                                                                                                      
 


Kiedy człowiek stanie na przeciw tak wyrazistych osobowości, które pozostają w tej rzeczywistości poprzez swoją twórczość ma wrażenie, że posiadł klucz, wiedzę, mądrość.... Nie wiem jak to nazwać, ale na pewno dzięki takim chwilom można poczuć się dobrze! życzę Wam takich małych odkryć, radości i deszczu, jeśli tylko czasem o nim marzycie!

3 komentarze:

  1. Kornelio, uśmiecham się szeroko na wspomnienie... ZAPACHU w Muzeum w Sanoku! Mieliśmy okazję je odwiedzić dwa lata temu i do dzisiaj uznaję je za jedno z najszczególniejszych :) W wolnej chwili, zapraszam Cię do lektury naszego starego wpisu: http://mumagstravellers.blogspot.com/2012/10/sanok.html
    serdeczności :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no i wszystko jasne! Tym razem zamiast psiaka w oknie, był kot, ale pozwoliłam ma na chwile sam na sam z łapkami i zdjęcia nie zrobiłam ;)

      Usuń
  2. Czarujesz opisami :) i wzmagasz coraz mocniej moją tęsknotę za bieszczadzkim powietrzem.
    Lata 60 i 70 w sztuce kocham <3

    OdpowiedzUsuń